Smog śmierci. Zanieczyszczenie powietrza zabiło w 1952 roku 10 tys. londyńczyków

Około 10 tysięcy osób zmarło, kolejne 200 tysięcy wymagało opieki medycznej i leczenia. Taki jest bilans smogu, jaki pojawił się nad stolicą Wielkiej Brytanii w grudniu 1952 roku.

By N T Stobbs, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4094275

Na przełomie listopada i grudnia 1952 roku południe Wysp Brytyjskich zostało dotknięte długotrwałymi niskimi temperaturami, którym towarzyszył brak wiatru. Dawały się one we znaki m.in. mieszkańcom Londynu. Anglicy nie wiedzieli jeszcze, że warunki te będą dla wielu śmiertelną meteorologiczną pułapką.

Mróz spowodował zwiększenie spalania opału. W Londynie wiele osób używało do ogrzewania przydomowych pieców i kotłów, w których palono słabej jakości węglem. Samo miasto miało ogromne problemy z wentylacją. Tak do londyńskiego powietrza zaczęły przedostawać się trujące związki siarki.

Swoje dołożyły także okoliczne elektrownie węglowe (m.in. w Fullham, Battersea i Greenwich). Jednostki te – w odróżnieniu od obecnie działających – miały nieskuteczne systemy oczyszczające. Po stolicy Wielkiej Brytanii krążyły też wtedy zasilane węglem lokomotywy oraz sporo aut z silnikami diesla.

Rankiem 5 grudnia londyńskie służby zaczęły odnotowywać zwiększenie liczby zgonów. Umierali zwłaszcza ci najmłodsi i najstarsi. Przyczyną śmierci były przede wszystkim problemy dróg oddechowych. Zwiększona umieralność utrzymywała się aż do 9 grudnia.

Przez cały ten czas Londyn otulony był czymś, co brano za gęstą mgłę. W rzeczywistości była to toksyczna mieszanina, stworzona z powietrza i substancji, które dostały się do niego wskutek spalania. Dziś nazywa się taką zawiesinę „smogiem”

Ze względu na smog londyńskie służby miały problemy z dotarciem do potrzebujących. Ambulansy zostały praktycznie unieruchomione. Po mieście krążyły jedynie pociągi, sygnalizując przejazd specjalnymi donośnymi dźwiękami.

Pomimo tych wszystkich okoliczności, w mieście nie odnotowano żadnych oznak paniki. Londyńczycy zachowali spokój – nawet w obliczu śmierci.

Bilans tego, co zostało potem określone mianem „Wielkiego Smogu Londyńskiego” był tragiczny. Do końca grudnia i na początku stycznia brytyjskie służby medyczne odnotowały 4000 zgonów spowodowanych bezpośrednio wdychaniem szkodliwych substancji. W lutym 1953 roku liczbę ofiar szacowano już na 6000. Współczesne szacunki wskazują, że w wyniku Wielkiego Smogu Londyńskiego zmarło 10-12 tysięcy osób, a około 200 tysięcy wymagało leczenia.

Incydent ten pchnął brytyjskie władze do zajęcia się problemem smogu. W odpowiedzi wprowadzono pakiet ustaw zwanych Clean Air Acts. Działania te nie były jednak wystarczające – podobny, lecz znacznie mniej śmiercionośny, toksyczny smog zawisł nad Londynem jeszcze raz, w grudniu 1962 roku.

Jakub Wiech

prawnik, dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego serwisu Energetyka24, stypendysta James S. Denton’s Transatlantic Fellowship, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.