Europuchary na półmetku

Trzy kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy za nami, trzy jeszcze przed nami. Na półmetku nie da się jeszcze zapewnić awansu ani też całkowicie przekreślić swoich szans. Widać jednak kto jest blisko celu, a komu się tenże cel mocno oddalił.

Trzy drużyny nie straciły jeszcze punktu w LM. Są to PSG, Bayern i Manchester City. PSG nie straciło nawet bramki a Man City tylko raz musiało przełknąć goryczy utraty gola. Trochę więcej goli stracił Bayern, ale za to może się pochwalić największą ilością goli strzelonych, w czym wielką zasługę ma Robert Lewandowski mający 5 goli na swoim koncie. Można chyba nawet zaryzykować tezę, że na ten moment Lewy jest zawodnikiem w najlepsze formie w tym momencie na świecie. Ronaldo i Messi miewali lepsze okresy w swojej karierze a nikt inny nie strzela z taką regularnością co Polak. Hegemoni w swoich ligach tacy jak PSG czy Bayern, zaczynają potwierdzać swoją dominację także na europejskiej arenie, za to City dobrą postawą w LM dowartościowuje sobie fakt straty do Liverpoolu w Premier League. W ostatniej kolejce podopieczni Guardioli rozgromili Atalantę 5-1. Zespół z Bergamo to zresztą jeden z moich największych zawodów tej edycji. Sądziłem, że pokażą fajną ofensywną piłkę jak w Serie A i powalczą o awans a tutaj po trzech meczach istnieje niewielka szansa na wślizgnięcie się nawet do Ligi Europy.

Podobne wrażenia towarzyszą mi w stosunku do Bayeru Leverkusen. Oglądałem ich mecz z Atletico i na ich tle piłkarze Bosza wyglądali całkowicie bez wyrazu. Bayer i Atalanta pozostają jedynymi drużynami, które jeszcze w tej edycji nie zapunktowały. Jest kilka ekip, które mają jedynie punkt, ale o kilku z nich nie można powiedzieć złego słowa. Chodzi mi przede wszystkim o Slavie Praga i Olympiacos. Fakt, że Czesi w tej grupie zgarnęli cokolwiek to duży sukces a w każdym meczu ich rywale muszą się sporo napocić, by wywieść korzystny rezultat. Kibice prażan musieli opuszczać stadion z podniesionymi głowami, mimo porażki z Barceloną. Wielu było pewnie takich, którzy sądzili, że po szybkim otwarciu wyniku przez Barcelonę ta dokona w Pradze rzezi niewiniątek. A jedyne co ucierpiało to szatnia dla gości na stadionie Slavii, gdzie Barcelona pozostawiła straszny syf. Olympiacos za postawił się Bayernowi i urwał punkty Tottenhamowi. Przegrał co prawda z Crveną w Belgradzie, ale to na tyle trudny teren, że jestem niemal pewien, że przynajmniej jedna drużyna z dwójki Tottenham-Bayern straci tam punkty. Dość dzielnie radzi sobie też Genk, w ostatnim spotkaniu z Liverpoolem nie zagrali źle a wysoka porażka (1-4) nieco zaciemnia rzeczywistość.

Raczej nie należy się spodziewać niespodzianek w grupach A, B, D i E. W pierwszej dominuje Paryż a na drugim miejscu jest Real, który dopiero w ostatniej kolejce wygrał swoje ostatnie spotkanie. Gdyby Real miał trudniejszą grupę mogłoby dojść do sensacji, ale Galatasaray i Brugge nie jest w stanie zagrozić piłkarzom Zidane. W grupie B mimo pewnych kłopotów Tottenhamu również nie powinno być zaskoczeń. Brak zdobycia choćby punktu na Juventus Stadium (mimo prowadzenia) mocno komplikuje szanse na wyjście z grupy Lokomotiwu Moskwa. W grupie E, choć wszyscy podniecają się Salzburgiem i golami Haaralda to jednak trzeba podkreślić, że ten zespół traci średnio 3 gole na mecz. Co, więc z tego, że sporo też strzela jak zwykle gole te gówno dają, parafrazując słynny wywiad Wojciecha Szczęsnego o występach Artura Boruca podczas Euro 2008.

W grupie C przy słabej dyspozycji Atalanty gra o drugie miejsce gwarantujące wyjście z grupy rozegra się między Szachtarem Donieck a Dinamo Zagrzeb. Na Ukrainie zremisowano, za półtora tygodnia spotkanie w Zagrzebie, gdzie ściany powinny pomóc gospodarzom. Trochę większe szanse daje, więc Chorwatom. Istnieje jednak szansa, że obudzi się Atalanta i zacznie zbierać jakieś punkty, ale we włączenie się do walki o awans już nie wierzę. Grupa F godna jest miana grupy śmierci, gdyż każdy mecz może się skończyć różnym wynikiem. Dortmund zdobywając choćby punkt w Mediolanie, mógłby mocno zbliżyć się do awansu, lecz porażka na San Siro mocno pokomplikowała ich sytuacje. Barcelona, choć bez błysku to przynajmniej punktuje a Slavia pewnie nie chce zamknąć swoje licznika na jednym oczku.

Bardzo interesujące są dwie ostatnie grupy. Wyrównująca bramka dla Lille w meczu z Valencią dała jeszcze Francuzom jakiś promyk nadziei, lecz bardziej utrudniła pozycję Valencii. Obstawiam, że utrata punktów z Lille może być przyczynkiem do przegrania rywalizacji w tej grupie. Pytanie, czy do Valencii uśmiechnie się szczęście i ktoś jeszcze takowe punkty na Lille straci. Grupa G jest chyba jeszcze ciekawsza, gdyż tam liczą się dosłownie wszyscy. Benfica wymsknęła się spod stryczka i wygrała z Lyonem, trzeba podkreślić mocno szczęśliwie, bo „Kariusa” Lopes – bramkarz Lyonu. Minimalnie na prowadzeniu znajduje się obecnie RB Lipsk, ale czeka ich teraz trudny wyjazd do Sant Petersburga. Bardzo wyrównana grupa bez wyraźnego lidera, ale też bez outsidera.

Nie będę specjalnie dużo pisał o Lidze Europy, gdyż mam od jakiegoś czasu zasadę czwartkowego detoksu futbolowego i jesienią Ligi Europy, odkąd nie ma w niej polskich drużyn nie oglądam. Przed telewizorem zasiadam dopiero w fazie pucharowej. Co nie znaczy oczywiście, że nie śledzę wyników. Smuci mnie średnia postawa Lazio, które zanotowało aż dwie porażki, pozytywnie za to oceniam występ Ferencvaros, którym udało się ostatnio wygrać z CSKA Moskwa. Swoje problemy ma także FC Porto, może wynikające stąd, że drużyna ta wciąż mentalnie nie może się podnieść, że po raz pierwszy od wielu lat nie gra w Lidze Mistrzów. Liga Europy ma to do siebie, że w nowym roku dołącza do tych rozgrywek osiem zespołów z trzecich miejsc LM i to często one są faworytami do jej wygrania. Na typu co do faworytów do wygrania całego turnieju jeszcze, więc chwilę poczekajmy.