Piłkarskie podsumowanie ubiegłego weekendu

Niespotykane poruszenie przyniosło rozgromienie Wisły przez Legie 7-0 w minioną niedziele. Wynik to owszem w naszej lidze rzadko spotykany, ale coś co czasami zdarzyć się może. W poważniejszych ligach potentaci potrafią gromić słabsze zespoły ligi. By nie daleko szukać pogrom Southampton urządzony przez Leicester. Nie jest dobrze jak takie wyniki stają się normą, ale od czasu do czasu powinno być to coś normalnego. Drużyna o potencjale Legii, rokrocznie walcząca o mistrzostwo Legii, z aspiracjami europejskimi po prostu powinna wysoko wygrywać na swoim zdanie z walczącą o utrzymanie, trapioną problemami Wisłą Kraków. Przyzwyczailiśmy się do naszego swojskiego wyścigu ślimaków, faktem że mistrzem Polski może być drużyna z jedenastoma porażkami w sezonie a lider tabeli nie ma dodatniego bilansu bramkowego, że dziwią nas oczywistości.

Sama porażka z Legią nie jest żadną dla Wisły tragedią, można się jej było spodziewać a porażka siedmiobramkowa kosztuje w tabeli, z grubsza tyle samo co jednobramkowa. Problem jednak, że Wisła stara się etatowym dostarczycielem punktów całej lidze. Przegrała wszystkie ostatnie 5 ligowych meczów, odpadła również z Pucharu Polski. W tym roku spadają aż 3 drużyny, więc ryzyko spadku jest bardzo duże. Nie wiem tylko dlaczego Wisła traktowana jest jak drużyna specjalnej troski. W poniedziałkowej „Misji Futbol” parokrotnie padły zwroty (z różnych ust), mówiące o tym że jakie to nieszczęście stałoby się Wisła spadła. A co by się właściwie stało? Czemu Wisły mamy żałować (poza jej kibicami rzecz jasna, bo to zrozumiałe) niż np. Korony Kielce czy Arki Gdynia? Wszystkie te drużyny mają swoich wiernych kibiców. Era występowania w Ekstraklasie klubów bez tradycji i fanów pokroju Ruchu Radzionków czy Świtów Nowy Dwór Mazowiecki już minęła. Żal mi tylko tych klubów, które z ligi spadły choć nie zdecydował o tym wynik sportowy. W ostatnich latach przytrafiło się to ŁKSowi Łódź (który po latach tułaczki wrócił do najwyżej klasy) i Polonia Warszawa, która obecnie zajmuje miejsce w strefie spadkowej…III ligi grupy pierwszej. Owszem, ktoś może do Wisły czuć większy sentyment niż do innych klubów zasłużonych dla polskiej piłki, ale nie róbmy dramy jak ta spadanie. Zwłaszcza, że przy Reymonta raczej mielibyśmy kazus Górnika Zabrze, czyli dość szybki powrót, aniżeli Polonii czy Motoru Lublin z lat wcześniejszych.

Tyle o Wiśle krakowskiej, bo trzeba też wspomnieć o drugiej tj. płockiej. Byłaby heca, gdyby Jakub Rzeźniczak w 81 minucie nie podwyższył stanu meczu na 3-1. Lider tabeli, z ujemnym bilansem bramkowym byłaby ciekawostką, która poszłaby w świat. Trochę to sława pokroju kobiety z brodą, ale lepsza taka niż żadna. Gol Rzeźniczaka sprawił jednak, że Wisła Płock ma równą ilość goli strzelonych i straconych. Niby jak na lidera to w dalszym ciągu anomalia, ale nie bije po oczach aż tak mocno. Gdy kończyły się wakacje wielu wymieniało nafciarzy jako pewniaka do spadku, jakby ktoś wtedy usłyszał, że październik zamkną jako lider to każdy słysząc to popukałby się w czoło. Sukcesu piłkarzy Sobolewskiego nie będę jednak umniejszał. Gra się tak, jak liga pozwala a nasza Ekstraklasa pozwala na dużo. Po porażce pięcioma gola z Zagłębiem nie podłamali się i wygrali następne sześć spotkań, doprowadzając do tego że wszyscy rywale oglądają obecnie ich plecy. Swoją drogą jest to jakaś rada dla tej drugiej, bardziej znanej Wisły. Wszak po nagłym odejściu Ojrzyńskiego płocka rzeczywistość wcale nie klarowała się w jasnych barwach.

Przyglądając się tabeli Ekstraklasy łatwiej wskazać ligowych maruderów niż prymusów. Przód tabeli jest zdecydowanie bardziej spłaszczony niż tył, gdzie jak na dłoni widać kandydatów do spadku. Kolejny raz swój akces do spadku potwierdziła Korona przegrywając z Piastem, Arka także po niezłej połówce z Lechią powróciła to beznadziejnej gry w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Dawno nie widziałem Śląska tak słabego, który wygrałby swój mecz – pierwszy od sierpnia. Za tydzień mecz z liderem i gdyby się udało wygrać to cała ta ostatnia zadyszka mogłaby pójść w zapomnienie. Trzeba jednak faktycznie wygrać a wygrać z Płockiem na pewno nie będzie tak łatwo jak z Arką.

W ligach zagranicznych tym razem bez specjalnych szaleństw. Derby Westfalii ciekawe były niestety tylko na trybunach, Lewandowski znowu strzelił a Bayern już prawie jest na czele Bundesligi (wyżej już tylko Gladbach). Dalej jednak Bundesliga pozazdrościła Ekstraklasie spłaszczonej tabeli,  gdyż różnica między liderem a 10 miejscem w lidze wynosi jedynie 5 punktów. W Hiszpanii przymusową absencje Barcelony i Realu wykorzystała Granada i została sensacyjnym liderem Premiera Division. Szansy nie zmarnowało także Atletico pewnie pokonując Bilbao. We Francji PSG pokazało, że nie ma w Ligue 1 równorzędnego rywala i pewnie ograło, nie spisującą się jakoś fatalnie w tym sezonie Marsylię aż 4-0. We Włoszech Inter wykazał się łaską i nie wykorzystał potknięcia się Juventusu w starciu z Lecce, samemu również remisując z Parmą. Mediolańczycy tracą, więc do „Starej Damy” w dalszym ciągu jeden punkt. Po drobnym potknięciu na Old Trafford do seryjnego wygrywania wrócił Liverpool, nie dając szans Tottenhamowi na rewanż za finał LM.