Podsumowanie piłkarskiego weekendu

Pisanie podsumowania weekendu w poniedziałek ma jedną podstawową wadę. W pamięci ma się przede wszystkim poniedziałkowy paździerz piłkarski i niepamięć idzie całkiem udany weekend. Jednakże trzeba się przełamać i skupić się na tym, co dobre, najwyżej potem opisać to, co złe.

Gdyby jakiś reżyser, któregoś dnia wstał lewą nogą i wpadł na pomysł nakręcenia filmu o polskiej lidze (byłoby to swoją drogą niesamowite połączenie komedii i dramatu) to jedna ze scen dziać się powinna na ławce Legii w spotkaniu z Lechem. Wyglądałaby ona mniej więcej tak: 60 minuta meczu, chwile wcześniej Jevtić strzelił gola na 0-1 i Legia bliska jest trzeciej porażki z rzędu. Aco Vuković rwie ostatnie włosy z głowy, widział wszak co kibice wcześniej śpiewali na prezesa Mioduskiego. „Mnie niby dalej żyleta szanuje, ale Pudel się wścieknie i dla odreagowania gniewu wywali mnie” – mamrotał zapewne pod nosem serbski trener. Wtedy się jednak wydarzył się mały cud. Novikovas, o którym krążyły legendy czy w barwach Legii nie gra jego sobowtór a prawdziwy Litwin nie znajduje się zamknięty w kazamatach stadionu przy ulicy Słonecznej w Białymstoku strzela bramkę. Przyłożył nogę do pustej, więc w sumie dalej mógłby to po prostu fart sobowtóra (cały mecz kopał się po czole), ale jak kto mówią ważne, że w sieci. Dalej jednak jest tylko remis. Po ostatnich „popisach” nikogo w Warszawie ten remis nie zadowoli. Vuković odwraca się w kierunku ławki i rzuca do swojego sztabu „kolejny napastnik na boisko!”. Konsternacje na ławce, nagle wydusił zdanie jeden z asystentów „Ale trenerze, został nam już tylko Rosołek”. Vukovic wyraźnie zdziwiony pyta się „Kto to?”. „To jeden z tych młodych, których musimy trzymać na ławce w razie, gdyby Majecki dostał kontuzji” – usłyszał w odpowiedzi. „Com powiedział, powiedziałem” – szedł w zaparte Vuković. Skoro ma wejść na boisku napastnik, to ma wejść choćby i był to Rosołek. Dwie minuty później tenże Rosołek strzela zwycięską bramkę, dokonując najbardziej spektakularnego wejścia na boisku od czasów Larsa Rickena z finału LM 1997.

Jeden z ekspertów piłkarskich, których słów niby słuchasz, ale prawie nigdy nie zapamiętasz – Marcin Żewłakow powiedział w pomeczowym studiu TVP (ten jeden raz zapamiętałem, co mówi!), że to dowód na trenerski nos Vukovicia. Ja uważam, że to dowód na niezwykły fart Vukovicia, ale jak zwał tak zwał. Nie wiadomo czy z tego Rosołka będą jacyś ludzie, ale lepszego debiutu nie można sobie wyobrazić, nawet życząc sobie czegoś podobnego przed zdmuchnięciem urodzinowego tortu. Ligowy szlagier, pełny stadion, ostatni kwadrans a Ty wchodzisz na boisku i strzelasz zwycięskiego gola. Nawet gdyby już nic więcej na Łazienkowskiej nie pokazał to i tak zostanie on zapamiętany w świadomości kibiców. Vuko obronił na trochę posadkę, zobaczymy co przyniosą kolejne kolejki. Ktoś powie, że w tej przydługiej opowiastce w ogóle nie wspomniałem o Lechu? Racja, ale niespecjalnie jest o czym pisać. Lech stworzył sobie niewiele sytuacji. Jevticovi udało się wykorzystać błąd obrony warszawskiej i goście objęli prowadzenie, które stracili. Ot, kolejny mecz ligowego średniaka, bo taki poziom w tym sezonie prezentuje klub z Poznania. Ironią losu jest jedynie to, że słynącego z wychowywania młodych piłkarzy Lecha skarcił młodziak z Legii.

Nie zawiodły także Derby Trójmiasta. W ostatniej minucie doliczonego czasu Lechia straciła gola i tak paradoksalnie może mówić o szczęściu w tym meczu. Najlepszych piłkarzem gdańszczan był Dusan Kuciak, który zwłaszcza w pierwszej połowie kilkakrotnie ratował swoją drużynę. Przy stanie 2-1 dla Lechii wydarzyła się także sytuacja boiskowa bramkarz Lechii zderzył się z napastnikiem Arki, po którym to zderzeniu piłka trafiła do siatki. Sędzia miał dwa wyjścia: uznać gola, gdyż zderzenie było przypadkowe albo dać karnego z uwagi na wcześniejszy faul Nalepy na Skhirtladze. Wybrano trzecie wyjście, czyli brak gola. I Arka czuć się może pokrzywdzona. W ogóle należy gdynian za ten mecz pochwalić. Ładnie wymieniali piłkę, bardzo dobre zawody zagrał Nalepa (pomocnik Arki, nie mylić z obrońcą Lechii o tym samym nazwisku). Nie poddali się także po dwóch szybkich i dość niespodziewanych golach Legii. No i strzał Vejniovica dający wyrównanie, żeby tak strzelić w 99 minucie trzeba mieć zarówno dobrą technikę, jak i stalowe nerwy. Odnotować trzeba bardzo fajne zachowanie piłkarzy Lechii, którzy celebrowali zdobyte golę przed pustą trybuną dla gości. To, że na gdyńskim stadionie nie było kibiców z Gdańska, na których nie ciąży żadna w tym momencie kara to skandal i hańbą okryty być powinien wojewoda Drelich. Bardzo dobrze, że tym gestem piłkarze pokazali dla kogo jest ta cała zabawa – dla kibiców. A wojewoda okradł kibiców Lechii z emocji oglądania derbów na stadionie. Życzę wojewodzie pomorskiemu dożywotniego zakazu sprawowania funkcji publicznych.

Działo się tez na innych boiskach ekstraklasowych.

Świetny Klimala zapewnia Jagiellonii trzy punkty w meczu z Cracovią, Ricardinho z Wisły Płock strzela Koronie tak piękną bramkę, że w ciemno można napisać, że byłby to gol kolejki także w Serie A, Primiera Division czy Premier League. Kolejny raz zapunktował Piast i mimo małego armagedonu w składzie nie składają oni broni, aby walczyć o obronę tytułu. Tu trzeba wyrazić szacunek trenerowi Fornalikowi, bo wielu trenerów tracąc pół składu spisałoby cały sezon na straty. Po raz drugi z rzędu zapunktował ŁKS, tym razem remisując z Górnikiem Zabrze. Na razie bez wątpienia najgorzej grającej drużyną w lidze jest Korona Kielce. Reszta drużyn ma przynajmniej jakieś momenty. Najwięcej momentów ma oczywiście lider ze Szczecina, który bez błysku, ale pewnie punktuje w Lubinie po skromnym zwycięstwie 0-1. Pierwsza kolejka ligi z Orlenem na pokładzie absolutnie na plus, tak jakby ktoś wlał Vervy do baków ekstraklasowych klubów. Paliwa zabrakło jedynie na poniedziałek, bo jak wspomniałem na wstępie mecz Rakowa ze Śląskiem nie zachwycił, najłagodniej rzecz ujmując. Nie poznaje Śląska, Ci sami piłkarze jeszcze 2 miesiące temu grali o niebo lepiej. Jeśli nie przyjdzie wygraną z Arką to październik będzie kolejnym miesiącem, po wrześniu bez triumfu w lidze.

We Włoszech w przerwie meczu Atalanta-Lazio byli już zapewne tacy, którzy zwalniali Inzaghiego. Pierwsze połowa owszem była fatalna w wykonaniu Lazio, ale w drugiej rzymianie przeszli niebywałą metamorfozę. Genialna połówka Immobile, który zdobył dwa gole i asystę. Atalanta wcale w drugiej połowie nie zgasła, stwarzała też sobie sytuacje. Mecz absolutnie mógł się podobać, choć remis w sumie mało kogo urządza. Atalanta straciła do Interu i Juventusu a Lazio nie wspięło się w tabeli. Choć biorąc pod uwagę, z jakiego stryczka się rozplątali to powinni ten remis szanować. Inaczej niż Milan, który pod wodzą nowego trenera Stefano Pioliego jedynie zremisował z Lecce. Miał ten Milan pewne przebłyski, ale całościowo dalej wygląda to bardzo źle. Za to Lecce ofiarnie osiągnęło swój cel, ciekawe może będzie to taki punkcik, który na koniec sezonu zaważy o utrzymaniu. Napoli, Juventus i Inter z kompletem punktów, ale dwie ostatnie drużyny uczyniły to po pewnych przygodach. Cieszy przełamanie Piątka i Milika, choć gol pierwszego ginie w ogólnej mediolańskiej beznadziei, za to Milikowi ta bramka (pierwsza od pół roku!) raczej średnio pomoże. Według mnie Napoli już przestało liczyć na polskiego napastnika i sprzeda go gdzieś prędzej czy później.

W Hiszpanii wtopę zaliczył Real przegrywają na Majorce. Zamieszki w Barcelonie jak widać są na korzyść klubowi ze stolicy, gdyż z taką formą piłkarze Zidane średnio mieliby czego szukać na Camp Nou. Barcelona pewnie ograła Eibar 0-3. Kompletu punktów nie wywalczyło Atletico, mimo prowadzenia u siebie z Valencią (i z szansami na podniesienie rezultatu). Wspaniałym strzałem z dystansu popisał się jednak Daniel Parejo, który także przez cały mecz dyrygował grą linii pomocy „nietoperzy”.

Cudownie spłaszczona jest tabela niemieckiej Bundesligi. Lidera od miejsca 11 dzieli jedynie pięć oczek. Bayern znów nie wygra, mimo tego, że z regularnością godną pozazdroszczenia gole strzele Lewandowski. W meczu dwóch Borussi lepsza okazała się ta z Dortmundu, lecz to Gladbach w dalszym ciągu pozostaje liderem. W angielskiej lidze odbył się klasyk United z Liverpoolu i był to mecz nieco dziwny. W całym meczu bardziej podobało mi się United, ale strzeliło ono nieprawidłowego gola po wcześniejszym faulu. Liverpool po raz pierwszy w tym sezonie traci punktu a Klopp dalej nie wygrywa na Old Trafford. Przerwa reprezentacyjna nie pozwoliła wrócić do formy Tottenhamowi, który tylko zremisował z Watford. Jeszcze gorzej poradził sobie Arsenal, który na zamknięcie kolejki uległ Sheffield United.

Ogólnie weekend na polskich i europejskich boiskach obfitował w interesujące starcia. A już od wtorku kolejne emocje związane z europucharami, niestety jak wiadomo od dawna bez polskich akcentów klubowych.