Podsumowanie piłkarskiego weekendu

Pogoda za oknem nie nastraja do pozytywnego myślenia. Jeśli ktoś pocieszenia szukał na szklanym ekranie, oglądając transmisje z najciekawiej zapowiadających się meczów minionego to srogo się zawiódł. Częściej chciało się spać, aniżeli cieszyć się radością futbolu. Myśląc o derbach jakichkolwiek, oczekujesz iskrzenia na boisku, wymiany ciosów i walki o każdą piłkę – coś jak w derbowym spotkaniu Śląsk – Zagłębie przed tygodniem. W wymiarze globalnym mieliśmy derby Madrytu, reklamowane jako starcie dwóch nowych gwiazd drużyn ze stolicy Hiszpanii – Edena Hazarda i Joel’a Felixa. Z wielkiej chmury spadło jednak kilka kropel i to raczej kwaśnego deszczu, obie drużyny zamknęły się za podwójną gardą i zremisowały 0-0 po bezbarwnym meczu.

Lokalnie ekscytować się mieliśmy derbami Krakowa. Tu padła przynajmniej bramka, gdy Hanca z Cracovii na 15 minut przed końcem zdecydował się skończyć z tą żenadą i strzelił jedynego gola w tym meczu. Wynik derbów odzwierciedlił, więc sytuacje obu krakowskich klubów w tabeli. Cracovia jest bowiem wiceliderem tabeli a Wisła ma dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.

Jeśli chodzi o polskie boiska to ciekawiej było w Warszawie, gdzie Legia podejmowała Lechię. Wygrała ta druga, choć nie można napisać że „wojskowi” zagrali jakiś fatalne zawody.  W pierwszej połowie gospodarze byli lepsi a najlepszym piłkarzem Lechii był Kuciak. Po wyrównaniu gdańszczan z niewiadomych dla mnie powodów Vuković postanowił bronić remisu, wpuszczając obrońcę Lewczuka na miejsce ofensywnego Nagy’a. Gdy Lechia strzeliła drugą bramkę, Legia próbowała się ratować Novikovasem. Ten jednak po raz kolejny uprawdopodobnił teorie spiskowe, że prawdziwy Novikovas siedzi zamknięty w podlaskim bunkrze a do Warszawy Jagiellonia przesłała niepotrafiącego grać w piłkę sobowtóra.

Godne odnotowania jest zwycięstwo Pogoni Szczecin w Białymstoku, która tym samym po raz kolejny potwierdziła swój potencjał i daje czytelny sygnał, że jej dobra forma nie jest przejściowa. Na drugim biegunie Śląsk Wrocław, który najpierw zaciął się z wygrywaniem by następnie zacząć już przegrywać. Wpierw odpadł z Pucharu Polski, teraz spotkała go pierwsza porażka w lidze. I to jeszcze z Koroną Kielce, która jak dotąd wygrała tylko raz – grając na inaugurację, z jeszcze wtedy speszonym Ekstraklasą Rakowem Częstochowa. Niezmienne pozostaje za to dołowanie ŁKSu Łódź, który przegrał kolejny już mecz. 8 ligowych porażek z rzędu, tego w Ekstraklasie już dawno nie grali. Ciekawe jak długo na kredycie zaufania, spowodowanym awansem będzie jechał jeszcze trener Kazimierz Moskal. Obstawiam, że cierpliwość niedługo się skończy.

W zapowiedziach weekendu pisałem o meczu Radomiaka Radom ze Stalą Mielec na zapleczu najwyżej klasy rozgrywkowej w Polsce, więc nadmienić trzeba że beniaminek 1 ligi nie pęka i chyba na poważnie trzeba go już zapisywać w kategoriach faworyta do awansu. Choć Warta i Stomil również wygrały swoje mecze. Cieszy, zwłaszcza przypadek olsztynian. Parę miesięcy temu na dnie, z z niepewną przeszłością klubu a obecnie jeden z czołowych klubów, z realnymi szansami na powrót do Ekstraklasy po wielu latach.

Na zagranicznych boiskach bez zmian większych. Lewandowski śrubuje rekordy z Bayernie, City i Liverpool zgodnie wygrywają swoje mecze a Milan jak grał fatalnie tak gra dalej. Żal patrzeć na tę drużynę, skład mają za dobry by nie utrzymać się w lidze, ale będzie to kolejny dla nich zmarnowany sezon. A przecież chińscy właściciele plany mają ambitne, wątpliwe by jednak zrealizowali je z trenerem Giampaolo. Do fatalnej gry Milanu dostosował się Piątek, zresztą ogólnie Polakom we Włoszech idzie ostatnio tak średnio. Milik grzeje ławę, Żurkowski we Fiorentinie zagrał na razie kilka minut, w Sampdorii Polacy grają, ale jest to czerwona latarnia ligi. O ironio, pozytywnym polskim akcentem ostatniej kolejki Serie A był występ Recy przeciwko Juventusowi. Przyzwoity zresztą, mimo zgodnej z planem porażki. Znacznie lepiej nasi radzą sobie w Rosji, gdzie Krychowiak w hicie tamtejszej ligi strzelił gola a Rybus zaliczył asystę. Swoje też Grosicki na zapleczu angielskiej ligi.

Na koniec jeszcze smutna refleksja po meczu United-Arsenal. Już nawet nie chodzi o sam poziom sportowy, bo po pierwszej połowie przyszła druga lepsza, ale o sam potencjał tych drużyn. Przegląda się kadry obu zespołów, sięga się pamięcią kto tam grał jeszcze niedawno i…zastanawia się człowiek co tu się stało ostatnio. Regres porównywalny do Derbów Mediolanu, choć i tutaj Inter zaczyna podnosić głowę i wyciągać lepszych piłkarzy z United właśnie vide Lukaku. Ciekawe swoją drogą jak długo United może tkwić w przeciętności i nie stracić swoje marki. Ja mam niestety obawy, że niezbyt długo. Pieniądze i sukcesy w tej branży są bowiem bardzo ważne.