Rok w rytmie Beatlesów, czyli jaki był 2019 w futbolu powszechnym.

Pisanie podsumowanie roku pod wpływem meczu widzianego dzień wcześniej to może jest średni pomysł, ale spotkanie Liverpoolu z Leicester jest powinien stanowić przyczynek do pewnej refleksji, związanej z piłkarskim rokiem 2019. Liczono, że Liverpool złapie zadyszkę. Maraton meczowy w Boxing Day, z trudnymi rywali i następujący bezpośrednio po katarskich wojażach w Klubowych Mistrzostwach Świata miał być ostatnią nadzieją dla tych, którzy liczą na inne rozstrzygnięcie sezonu w Anglii, aniżeli mistrzostwo dla Liverpoolu. Ten mecz najdobitniej pokazał, jak te nadzieje są złudne. Liverpool po prostu zmiótł wicelidera tabeli. Świetnie zagrały wszystkie formacje, nic w tej drużynie nie szwankowało. Wybitne zawody zagrał Arnold, dwa gole dołożył Firmino a obroną jak zawsze dyrygował Van Dijk. Leicester nie oddało celnego strzału na bramkę. Nie wiem co musiałoby się stać, żeby Liverpool nie zdobył swojego pierwsze mistrzostwa po 30 latach. Ktoś musiałby chyba odebrać umiejętności piłkarzom The Reds niczym kosmici koszykarzom NBA w słynnej bajce z lat 90-tych. „Kosmiczny Mecz”. Kibice Liverpoolu pewnie nie raz śnili o mistrzostwie i wyobrażali sobie to, w jaki sposób ich pupile dojdą do tej wielkiej chwili. Wyobrażano sobie pewnie jakieś szaleńcze emocje w ostatniej rundzie spotkań, gole w doliczonym czasie gry. A tu już w trakcie świąt Bożego Narodzenia mistrzostwo wydaje się niemal pewne, przypieczętowane zostanie zapewne przed Wielkanocą. Nikt w mieście Beatlesów jednak na ten brak emocji narzekać nie będzie. Za to Klopp dostanie możliwość eksperymentowania, choćby wkomponowanie do składu Minamino z Salzburga.

Nie ulega dla mnie wątpliwości fakt, że drużyna prowadzona przez Kloppa to na ten moment najlepsza jedenastka na świecie. O tym, że są najlepsi w Anglii świadczy tabela i bezpośrednie starcia w tej rundzie z City i Leicester. Jak pokazał ubiegłoroczny sezon Anglia dominuje obecnie w Europie, więc ciężko też szukać kogoś, kto równać mógłby się Liverpoolowi na kontynencie. Na papierze skład porównywalny z Liverpoolem ma w Paryżu Tuchel, ale mentalnie ta drużyna znajduje się wciąż na o wiele niższym poziomie. Co tydzień sprawdzamy na wyniki Realu i Barcelony czy drużyny te nie potraciły znów punktów z jakimś Bilbao, Sociedac czy Osasuna. Podobnie rzecz się ma z Juventusem we Włoszech (remisy z Sassuolo), że już o Bayernie w Niemczech nie wspomnę. Nie oznacza to jednak, że koronuje już Liverpool drugim tytułem z rzędu w Lidze Mistrzów. Gdyby istniała Superliga (na szczęście nie istnieje i oby nigdy nie powstała) to śmiałobym to zrobił. Liga Mistrzów ma jednak charakter turniejowy. W dwumeczu, a zwłaszcza w finale różnie się sytuacja może potoczyć. Barcelona bez wątpienia na przełomie dekad była najlepszym klubem, choć w 2010 Mourinho z Interem umiał obmyślić taktykę niwelującą jej największe atuty. Real w latach 2014-2018 również dominował, a jednak raz w Lidze Mistrzów (2015) nie triumfował (już nie mówiąc, że miał też swoje problemy w lidze). Juventus cztery lata temu po prostu miał lepszą dyspozycję w przekroju dwumeczu. I tu może być podobnie. Mimo to i tak ten okres w futbolu nazwiemy epoką Liverpoolu. Epoki w piłce trwają krótko, za dwa czy trzy lata sytuacja się może odmienić. Ta chwila to chwila Liverpoolu.

Do potęgi Liverpoolu dochodził systematycznie. W pierwszym roku rządów Kloppa drużyna zajęła dopiero ósme miejsce w lidze (w gwoli sprawiedliwości trzeba oddać, że Niemiec przychodził do klubu już w trakcie sezonu, gdy sytuacja zaczęła się robić niezbyt ciekawa) a w grając jedynie w Lidze Europy musieli uznać w finale wyższość w Sevilli (wcześniej jednak eliminując Borussię Dortmund, tworząc jedno z najlepszych widowisk piłkarskich ostatnich lat). W 2017 roku był powrót do wielkiej czwórki a rok później w 2018 finał Ligi Mistrzów. Pierwszy jeszcze przegrany, ale udało się na tyle wzmocnić kadrę, choćby kupnem porządnego bramkarza, że w kolejnym finale już Liverpool wziął co swoje. Nie trudno zauważyć, że moment zwyżki formy Liverpoolu nastąpił w momencie przyjścia do pracy Kloppa.

Nie jest on bowiem jedynie trenerem wielkiego klubu. Trenerem wielkiego klubu był Guardiola w okresie świetności tiki-taki i Zidane w ostatnich latach zwycięskiej sagi Realu. W przeciwieństwie jednak do wyżej wymienionej dwójki Klopp został parokrotnie zweryfikowany. Guardiola i Zidane rozpoczynali swoje trenerskie kariery od piłkarskich samograjów i można za ich niekwestionowaną zasługę uznać to, że niczego nie popsuli (to i tak dużo). Guardiola jednak w kolejnych klubach, choć miał sukcesy, już do osiągnięć z Barcelony się nie zbliżył, nie zagrał nawet w finale Ligi Mistrzów, nie wspominając o jego wygraniu. Zidane także, gdy obecnie znów prowadzi Real po przerwie z gorszym (przede wszystkim ze względu na brak Ronaldo) materiałem ludzkim to także nie ma wyników adekwatnych do oczekiwań klubu. Klopp za to zawsze robi wyniki ponad stan. Z Mainz klubu wiecznie drugoligowe awansował do Bundesligi (choć warto pamiętać, że także raz w sposób sportowy spuścił klub z 1 ligi), w Dortmundzie wygrał dwa mistrzostwa i doszedł do finału LM co jest dla tej drużyny na ten moment pułapem nieosiągalnym. W Liverpoolu z drużyny co prawda markowej, ale dość podupadłej zrobił giganta. To sprawia, że Klopp jest nie tylko trenerem roku 2019, ale także trenerem dekady całej światowej piłki.

Liverpool stwarzał sytuacje, tworzył przedstawienia, z których zapamiętamy mijający rok. Nawet gdy niosły one liverpoolczykom smutek. Wszak na lata będzie zapamiętane zdobycie 97 punktów w sezonie, które nie poskutkowało mistrzostwem. City bowiem miało punkcik więcej. Na lata zapamiętamy też odrobienie strat z 0-3 na Camp Nou do 4-0 na Anfield. Nawet mimo tego, że takie zaprzepaszczenie przewagi zdarzyło się Katalończykom drugi raz z rzędu. Słabo zapamiętamy finał, gdyż ten po prostu był nudny, tak jakby uznano, że karuzela poprzednich rund za bardzo się rozhuśtała i należy odrobinę przystopować. Oczywiście nie tylko Liverpool spowodował, że ostatnią edycję Ligi Mistrzów zapamiętamy na długo. Szalony rewanż City z Tottenhamem w ćwierćfinale LM uznaje za mecz tego roku, w czym pewne nie będę zbyt oryginalny. Półfinałowe starcie Ajaxu z Tottenhamem, zwłaszcza końcówka tego starcia również w pamięci kibiców pozostanie na długo.

Ogólnie Ajaxowi należy się w tym podsumowaniu cały akapit. Drużyna ta rozkochała serca wielu kibiców, pokazując, że w piłkę na wysokim poziomie można grać także poza topowymi ligami. I kolejno eliminować po sobie Real i Juventus. Rewanżu z Tottenhamem odżałować nie mogę do dzisiaj, finał byłby dużo lepszy, gdyby grali w nim wybrańcy ten Haga, choć dalej faworytem byłby Liverpool. Niestety zazwyczaj takie wzloty jak ten Ajaxu trwają jedynie przez moment. Odebranie Ajaxowi dwóch czołowych graczy de Jonga i de Ligta wpłynęło, zwłaszcza na defensywę tej ekipy. Na Holandię powinno wystarczyć, na sukcesy w Lidze Europy być może też. W Lidze Mistrzów jednak Ajax odbił się od fazy grupowej i zamknął sobie szanse na powtórzenie zeszłorocznej przygody.

Roku 2019 nie będą wspominać dobrze hiszpańscy krezusi, nawet mimo tego, że Barcelona wzbogaciła się w ciągu tego roku o kolejne mistrzostwo. Barcelona będzie mieć jednak dwie traumy – rewanż z Liverpoolem w Lidze Mistrzów i przegrany finał Pucharu Hiszpanii z Valencią. W dodatku w dalszym ciągu ciężko ocenić czy hucznie zapowiadane i drogie transfery de Jonga, a zwłaszcza Griezmanna są opłacalne. Messi i Griezmann przez długi czas nie mogli się zbytnio na boisku dogadać, w grudniu się to nieco poprawiło, ale to wiosna pokaże, czy trzymanie obu w jednej drużynie ma sens. Real za to dalej krwawi po stracie Ronaldo, w dalszym ciągu nie mogę odnaleźć DNA tej drużyny, choć sporo już czasu od odejścia Portugalczyka minęło. Dobrze tego roku wspominać nie będą też kibice Atletico – klub mecze dobre, przeplatał wstydliwymi. Szczyt geniuszu i upadku ludzie Simeone zaliczyli w ramach jednego dwumeczu, z Juventusem Turyn. Gdyby nie gubili tak często punktów w lidze, to z uwagi na kryzysy Barcelony i Realu kończyliby rok jako liderzy Primiera Division. A tak nie dość, z do dwójki tej tracą kilka punktów to przedziela ich jeszcze, zajmująca trzecią lokatę Sevilla.

Juventus, PSG, Bayern. Panowie na swoich włościach, którym znowu w Europie nie wyszło. A przynajmniej dwójka zaczyna mieć problemy nawet na swoim podwórku. Do Juventusu zbliżył się Inter, swoje pokazuje także rewelacyjne jesienią Lazio. W Bundeslidze chaos, z którego nie wiadomo co się wyłoni. Każdy może przegrać i wygrać z każdym. Niemiecki ordung zaczął przypominać Ekstraklasę. Wyzwaniem dla Bayernu będzie więc utrzymanie hegemonii w Bundeslidze, sił i kadry może nie starczyć na podbijanie Europy. Inaczej ma się sytuacja z PSG – skład mają oni mocarny, ligę przyklepaną, ale problem ciągle ten sam – dawanie ciała w momencie próby. Może, gdy przeskoczą pierwszą przeszkodę (Dortmund) to potem pójdzie im już z górki, ale przekonamy się o tym dopiero za kilka miesięcy. Juventus powinien poradzić sobie z Lyonem, później decydować będzie dyspozycja dnia. Jednak nie widzę na razie nikogo, kto choćby zbliżał się potencjałem do Liverpoolu. Co oczywiście nie znaczy, co pisałem wcześniej, że w ramach jednego dwumeczu różne sytuacje mogą się wydarzyć.

Co jeszcze z tego sezonu zapamiętam? Na pewno fajną przygodę Slavi Praga w Lidze Europy i późniejsze nie skompromitowane się w fazie grupowej Ligi Mistrzów, okraszone dodatkowo absolutną dominacją w lidze czeskiej. Kolejne Superclassico w Copa Libertadores oraz zwrot akcji w finale tego turnieju, który przyniósł triumf Flamengo. W futbolu reprezentacyjnym wspominać będziemy pewną wygraną Brazylii w Copa America, mimo braku obecności Neymara na boisku. Nie zapamiętam za to pierwsze finału Ligi Narodów, gdyż zupełnie nie kupiłem tych rozgrywek. Za największym wstyd uznaje finał Ligi Europy w Baku, fatalną atmosferę na tymże finale i skandaliczne uniemożliwienie Mychitarianowi udziału w nim. Były jeszcze oczywiście polskie wątki tego roku, ale o nich w osobnym wpisie. Gorzkim wpisie.

Prestiżowe nagrody Zapisków Kamila za rok 2019 w światowej piłce:

Drużyna Roku: Liverpool

Jedenastka Roku: Allison Becker (Liverpool) – Trent Alensander-Arnold (Liverpool), Matthijs de Ligt (Ajax/Juventus), Virgil van Dijk (Liverpool), Andrew Robertson (Liverpool) –  Miralem Pjanić (Juventus), Kevin De Bruyne (Man City), Dele Alli (Tottenham) – Raheem Sterling (Man City), Robert Lewandowski (Bayern), Sadio Mane (Liverpool)

Ławka rezerwowych: Ederson (City), Pavard (Bayern), Gaya (Valencia), Kante (Chelsea), Eriksen (Tottenham), Messi (Barcelona), Ronaldo (Juventus)

Trener Roku: Jurgen Klopp (Liverpool)

Mecze Roku:

1. Manchester City – Tottenham 4-3 (Ćwierćfinał Ligi Mistrzów)

2. Ajax – Tottenham 2-3 (Półfinał Ligi Mistrzów)

3. Juventus – Napoli 4-3 (Serie A)

4. Liverpool – Chelsea 2-2 (Superpuchar Europy)

5. Slavia – Sevilla 4-3 (1/8 Ligi Europy)

6. Barcelona – Valencia 1-2 (Finał Copa del Rey)

7. Juventus – Ajax 1-2 (Ćwierćfinał Ligi Mistrzów)

8. Liverpool – Barcelona 4-0 (Półfinał Ligi Mistrzów)

9. Juventus – Atletico 3-0 (1/8 Ligi Mistrzów)

10. Chievo – Fiorentina 3-4 (Serie A)

Odkrycie roku: Dawid Neres (Ajax)

Rozczarowanie roku: Milan…miał być rok przełomu, a nastąpił spory regres w porównaniu do ubiegłego roku

Skandal roku: Nie przełożenie finału Ligi Europy po wybuchu afery z występem Mychitariana.