Jak rozumieć Chiny?

Wzrost znaczenia Chin w ostatnich dekadach nakazuje powrót do śledzenia drogi ich rozwoju. Nadzieje szeroko rozumianego Zachodu na to, że Pekin prędzej czy później dojrzeje do demokracji i porzuci komunizm okazały się mitem. Czym zatem są obecne Chiny i czy istnieje jednoznaczna metoda na zrozumienie ich znaczenia w obecnym świecie?

Tak postawione pytanie stawia przed nami nieskończony ocean możliwych odpowiedzi. Rozumieniu Chin należy poświęcić lata i za każdym razem spoglądać na ich bieżący rozwój przez pryzmat tego, co wcześniej na dany temat zdążyła wytworzyć tamtejsza kultura. Odpowiedź zatem sama w sobie nie jest prosta, dlatego przyjrzyjmy się jednej z wypowiedzi człowieka, którego chińska kultura jednocześnie stworzyła i została przez niego zanegowana.

„Czy Chiny mogą zostać światową potęgą? Nie sądzę. Mogą zyskać przewagę, to prawda. Ale nie mają duszy. Nie mają serca. Nie ufają własnym ludziom. Nie mają zatem poczucia własnej odrębności, nigdy nie zaakceptowały praw człowieka jako podstawowej wartości. Brak wolności wypowiedzi, brak niezależnych sądów. Jeżeli tego nie ma, jak można w jakikolwiek sposób dążyć do osiągnięcia kreatywności? Jak można mówić o kraju? Należy zapomnieć o Chinach. Chiny to iluzja. Istnieją, są ogromne. Ale nikt nie powie wam, czym tak naprawdę są.”

Tak w połowie września 2017 roku w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „Guardian” mówił o swoim kraju chiński artysta-dysydent Ai Weiwei. W tej samej rozmowie twierdził, że bez takich niedookreślonych i jednocześnie opresyjnych wobec własnych obywateli Chin sam nie zostałby artystą. „Kim miałbym być bez tych wszystkich krzyków, więzienia, pobić. Może szedłbym gdzieś po Broadwayu podobnie jak inni imigranci.” Ai od momentu wybuchu kryzysu migracyjnego w Europie zaangażował się w obronę ludzi przybywających na Stary Kontynent. Na greckiej Lesbos zbierał kapoki zostawiane na plażach przez uchodźców. W praskiej Galerii Narodowej umieścił 70-metrowy ponton z 258 postaciami pozbawionymi twarzy. Pomarańczowymi kamizelkami z greckiej wyspy oklejał berliński Konzerthaus. Odwiedzał uchodźców na granicy amerykańsko-meksykańskiej w czasach naznaczonych widmem muru budowanego przez Donalda Trumpa, by następnie proponować w Nowym Jorku kilka dodatkowym „dobrosąsiedzkich” zapór (wystawa pod hasłem „Good Fences Make Good Neighbours”, czyli „Dobre ogrodzenia dają dobrych sąsiadów”, spotkała się ze sprzeciwem lokalnej społeczności. Chińczykowi zarzucano m.in., że przez jego płoty nie będzie można ozdabiać parku na pl. Waszyngtona bożonarodzeniowymi lampkami).

Ai dla „Guardiana” mówił o Chinach także w kontekście kolejnego dzieła poświęconego uchodźcom – tym razem promując dokument „Human Flow” – ale jego spostrzeżenie jest dodatkowo ważne, ponieważ dotyka sedna kolejnego po kryzysie migracyjnym problemu, z jakim musi się zmierzyć obecny świat.

Ai twierdzi, że Chiny to iluzja. Tiziano Terzani, wieloletni korespondent niemieckiego „Der Spiegel” w Azji, przed laty dawał podobną rzecz do zrozumienia. Pisał, że w Azji centrum wszystkiego: idei, władzy czy mechanizmów kulturowych zawsze pozostaje puste. Namacalną ilustracją tej niepisanej zasady był dla niego cesarski pałac w Tokio odcinający się od wszechobecnej masy wieżowców zielenią drzew. Imperialna zieleń kontrastuje do dziś z betonem megamiasta. Jednak pustka Terzaniego była wypełniona wiekami tradycji i zasad. Pozostawała pustką nie przypadkowo, ale z rozmysłem, na który także dużo wcześniej zaplanowano miejsce. Z chińską iluzją zdaniem Ai jest inaczej. Nie wynika z przemyślanych działań, jest po prostu brakiem. Wieki najstarszej kultury świata, od której pozostałe czerpały wiedzę, doprowadziły do jałowości i zagubienia w nowym świecie.

To jednak wciąż jedynie jeden z obrazów tego, czym może jawić się to, co chińskie. Gdy Ai udzielał wywiadu z cytowaną wypowiedzią, nikt nie spodziewał się wybuchu wojny handlowej (rozpoczęła się 6 lipca 2018 roku) i konieczności przedefiniowania realiów zachodniego świata. Może się zatem w niedalekiej przyszłości okazać, że to nasza rzeczywistość jest w większym stopniu iluzją, o której mówi chiński artysta.