Nowy wróg na urodziny NATO

NATO obchodzi 70-lecie powstania. W deklaracji przyjętej na urodzinowym szczycie w Londynie na początku grudnia pojawił się nowy element, który świadczy o tym, że uwaga sojuszu może skupić się na nowym rodzaju wyzwania w najbliższej przyszłości.

Wśród dziewięciu punktów wspólnego oświadczenia na zakończeniu paragrafu szóstego umieszczono następującą wzmiankę: “Zdajemy sobie sprawę, iż rosnący wpływ Chin i ich działania międzynarodowe stanowią zarówno szansy jak i wyzwania, do których musi odnosić się wspólnie jako Sojusz”. Zagrożenie ze strony Rosji, jako czynnik odpowiedzialny za pierwotne powstanie NATO, pojawił się w deklaracji kilkukrotnie, jednak rozpoznanie Chin jako potencjalnego problemu na radarze sojuszu jest warte uwagi.

70-letnie NATO stoi dziś przed innymi wyzwaniami niż kiedyś. Jednoczenie mechanizmu obronnego przed Sowietami poprzedzały działania ekonomiczne w ramach Planu Marshalla, wielkiej operacji pomocowej dla krajów zniszczonych II wojną światową. Przed planem i sojuszem alianci przeczytali depeszę George’a Kennana z ambasady w Moskwie (tzw. długi telegram, Kennan był wówczas chargé d’affaires), w którym dyplomata opisał czym jest marksizm, jakie postawy z niego wynikające kierują Związkiem Radzieckim i czego świat zachodni może się w tej sytuacji spodziewać i obawiać.

Chiny są jednak od sowieckiej Rosji diametralnie różne. Wraz z wpisaniem ich w NATOwski grafik przydałaby się również podobna pogłębiona depesza-analiza z Pekinu, dzięki której zagrożenia, wyzwania i szanse zachodni przywódcy mogliby lepiej oszacować.

Zachód przyjął uważać, że Chiny pozostają krajem, który nadrabia braki w technologii, który być może przechodzi reorganizację mechanizmów partyjnych, po którym można się spodziewać, że prędzej czy później ziarno demokracji wykiełkuje gdzieś między Jangcy i Huang He. Przyjęto w ciemno, że młode pokolenie Chińczyków, wysłane przez rodziców mogących wreszcie się bogacić, podpatrzy zachodnią kulturę i nie wyobrazi sobie już później życia bez niej. Nic bardziej mylnego.

Chińczycy pozostali na zachodnie idee obojętni, a wraz z czterema dekadami ekonomicznego otwarcia rozpoczętego przez Deng Xiaopinga w grudniu 1978 roku budowano program nacjonalistyczny. Poczucie dumy narodowej było nie mniej ważne co pieniądze. Im bardziej reformy okazywały się skuteczne, tym bardziej można było mówić obywatelom, że chiński model, oparty na socjalizmie o tak zwanej chińskiej charakterystyce, jest o wiele lepszy niż zachodni i że to właśnie dzięki niemu zdołano wyrwać się z traumy pasma porażek doświadczamych przez minione ponad sto lat. Pekin stworzył poczucie pokonania tzw. stulecia hańby i pokazał, że bardziej opłaca się zarabiać nie mając żądań pod adresem władzy niż protestować i wychodzić na ulicę.

Chiny wciąż pozostają krajem, który pod względem liczb przegrywa zestawienia ze Stanami Zjednoczonymi. Nie ma tylu pocisków balistycznych, nowoczesnego lotnictwa i dopiero rozwija plan budowy lotniskowców. Jednak Pekin pełni rolę stolicy imperium, z którego wychodzą rozkazy nietolerujące sprzeciwu. Komunikacja odbywa się w jedną stronę, a chińskie terytorium na co dzień jest żywym dowodem tego, że administracja zarządza ogromnymi połaciami terenu (jak Xinjiang, Tybet czy Mongolia Wewnętrzna), którego mieszkańcy nie czują się Chińczykami. Robi się wszystko, żeby się nimi poczuli. Asymilacja jest od wieków zintegrowana z chińskich aparatem władzy w cesarstwie, który uznawał za rdzennie chińskie dynastie spoza granic, które podbijały Pekin.

Sowieci widzieli świat w kategoriach zero-jedynkowych. Żeby oni mogli wygrać, ci drudzy, czyli kapitaliści musieli przegrać. Pekin twierdzi, że wszystko dookoła to mechanizm podwójnej wygranej nazywany win-win. Zwycięstwo odnoszą obie strony, każdy może zyskać, bo chodzi o współpracę. To chiński przywódca jeździ po świecie i zachęca do globalizacji, wolnego handlu i poszanowania prawa, czyli zasad, które kiedyś były poza zainteresowaniem przedstawicieli Moskwy. Sam fakt międzynarodowego otwarcia chińskiej polityki i ciągłego uczenia się jej przez chińskich dyplomatów jest także odejściem od postawy sowieckiego bloku niechętnego zmianom, dialogowi i budowaniem eksperymentalnych sojuszy.

Dobrze, że NATO stara się być na czasie, ale wyzwań należy szukać z odpowiednim zakresem wiedzy o potencjalnym przeciwniku. Gdy się o nim więcej wie, wtedy zmienia się ze strasznego potwora w coś, co może się sprawdzić jako partner w obliczu prawdziwych wyzwań o skali globalnej a nie tylko ideologicznej.