Poligon doświadczalny

Na początku sierpnia 2017 roku państwowa agencja Xinhua informowała o zlikwidowaniu rozległej sieci przestępczej na dalekim i maleńkim Fidżi. Tysiące kilometrów oddalenia nie przeszkadzały w procederze, 77 obywateli Chin zostało aresztowanych za wyłudzanie pieniędzy przez telefon. Mafie zatrudniające Chińczyków i Tajwańczyków rozpracowano wcześniej w Hiszpanii, Kambodży i na Indonezji. Za każdym razem akcje były spektakularne, prowadzone na szeroką skalę i z rozmachem. Na Fijdż po podejrzanych przyleciał pasażerski jumbo jet linii China Southern. Charakterystyczne logo na ogonie samolotu górowało nad aresztantami prowadzonymi gęsiego przez chińskich policjantów. Xinhuę cytowali wszyscy w kraju, ponieważ sukces chińskiej policji idealnie wpisywał się w propagandę przed XIX kongresem partii.

W relacji z Fidżi za każdym razem powielano ten sam akapit mówiący o ministerstwie bezpieczeństwa publicznego, które niestrudzenie stoi na straży praworządności; o głębokiej pogardzie jaką wobec coraz częściej spotykanego ostatnimi laty procederze telefonicznych wyłudzeń żywi społeczeństwo oraz o niezłomności policji, która gotowa jest interweniować w każdym miejscu na świecie. Chińskiej policji, która u siebie ma jedną z najgorszych statystyk działania na skalę globu.

W Guangzhou 97,5 proc. przestępstw nie jest uwzględnianych w oficjalnych statystykach. W skali całego kraju uniewinnia się jedynie 0,1 proc. podejrzanych, zeznania wymusza się torturami; w więzieniach przetrzymuje niewłaściwe osoby; nie działają chińskie wydziały dochodzenia, o tych typu CSI rodem z amerykańskich seriali nikt nawet nie słyszał; nie powołuje się świadków, ponieważ na ostateczny wynik procesu i tak mają wpływ lokalne koneksje i interesy trzymających władzę. Chiński wymiar sprawiedliwości lubi działać na pokaz – setka policjantów na lotnisku w Fidżi w cieniu samolotu China Southern może w końcu przekonać zagranicę, że sprawność Chin nie ma granic.

Może nawet cudzoziemcy skojarzą akcję ze „Szklaną pułapką 2”. W końcu Bruce Willis też był policjantem i łapał bandziorów na lotnisku. Może nawet pomyślą, że jesteśmy od nich lepsi. Chińscy policjanci na zdjęciu z Xinhua nie mają nawet brudnych mundurów, a przecież Willis od początku filmu walczył w coraz bardziej porwanym i jeszcze bardziej brudnym podkoszulku.

Słowem każdy chiński policjant może być jak James Bond. Miejsce na ziemi nie ma znaczenia, wymiar sprawiedliwości zadziała. W to ma uwierzyć zagranica, jednak rzeczywistość jest nieco odmienna od chińskiego przekazu. W maju 2017 roku Fidżi zamknęło biuro na Tajwanie, które pełniło funkcję ambasady. Tajwanowi ubywa sojuszników, a media twierdziły wówczas, że za ruchem Fidżi stał Pekin.

Fidżi uznało oficjalnie kontynentalne Chiny w 1975 roku, jednak w 1997 otwarto na Tajwanie Biuro ds. Handlu i Turystyki. Pełniło ono nieformalną funkcję ambasady. 10 maja przedstawiciele Fidżi poinformowali tajwańskie ministerstwo spraw zagranicznych, że zmiana wynika z konieczności “lepszej alokacji zasobów, by sprostać potrzebom kraju”. Według serwisu “Taiwan News” niektórzy z tajwańskich polityków zaakceptowali ten argument tłumacząc decyzję Fidżi skromnym budżetem, jednak inni podkreślają, że ten ruch to cześć działań Pekinu, który chce zmniejszyć wpływ Tajwanu na świecie.

Przypominany jest też fakt, iż na pekińskim szczycie “Pasa i Szlaku” (wspominany maj 2017 roku) gościł premier Fidżi Josaia Voreqe Bainimarama. Podczas spotkania z prezydentem Chin miał usłyszeć zapewnienia o tym, że Chiny chcą poszerzyć współpracę w rolnictwie, ekologii, inwestycjach i handlu. Na Fidżi miałoby także jeździć więcej chińskich turystów. Premier poparł “Pas i Szlak” obiecując chęć działania z Pekinem. Decyzja o zamknięciu biura na Tajwanie pojawiła się przed rozpoczęciem wizyty premiera w Chinach.

Setka funkcjonariuszy na pokładzie pasażerskiego China Southern w statystykach idealnie sprawdzi się jako nowa chińskich fala turystów do maleńkiego sojusznika Chin. Pekin jedną strzałą załatwia kilka spraw naraz. Jest praworządnie, antytajwańsko, proekonomicznie. Trzeba jednak pozostać czujnym na tę nadchodzącą rewolucję praworządności, mając w pamięci los ówczesnego szefa Interpolu, Menga Hongwei. Był pierwszym Chińczykiem na tym prestiżowym stanowisku, ale jego kadencja trwała krócej niż miała. Mianowany szefem międzynarodowej organizacji w listopadzie 2016 roku Meng “zaginął” niespełna dwa lata później, w sierpniu 2018. Wiadomo było, że aresztowano go za nieokreślone nadużycia i korupcję w Chinach, jednak fakt, iż chiński szef organizacji mającej tropić przestępców zniknął bez śladu dawał do myślenia. Podczas utajnionego procesu Meng w połowie 2019 roku przyznał się do wzięcia łapówek o wartości ponad 2 mln dolarów.