Żółte lekarstwo na szczęście. Dzieła i umysł Vincenta Van Gogha

Na każdym kroku można dzisiaj zobaczyć dzieła Van Gogha. Reprodukcje „Gwiaździstej Nocy”, „Słoneczników” czy „Kwitnącego migdałowca” opanowały półki sklepowe i stały się elementem ozdobnym nie tylko jako sam w sobie obraz wiszący w salonie, ale także jako design obudowy na telefon, tapeta w laptopie, wzór na koszulce, Vansach czy nawet na… skarpetkach. Choć nieznany za życia, obecnie ten holenderski postimpresjonista może poszczycić się całkiem niezłym dorobkiem – skradł bowiem serca nie tylko koneserom sztuki wysokiej, ale także przeciętnym odbiorcom. Może wydawać się przereklamowany, jednak ten holenderski malarz był  przede wszystkim człowiekiem, który skrywał w sobie wielkie cierpienie i smutek przykryty grubą warstwą farby o żywych kolorach. 

Vincent Van Gogh uważany jest za jednego z pionierów postimpresjonizmu – czyli tak zwanej sztuki „po impresjonizmie”. Nurt ten rozwinął się na przełomie XIX i XX wieku we Francji i choć po części wywodził się z poprzedzającego go impresjonizmu – odrzucał niektóre jego założenia. Przedstawiciele postimpresjonizmu w dalszym ciągu swoje obrazy opierali na żywej kolorystyce, jednak stopniowo odchodzili od koncepcji „mimesis”, czyli naśladowania rzeczywistości. Dla postimpresjonistów o wiele istotniejsza była autonomia twórców i poszukiwanie własnego stylu oraz wyrażanie swoich emocji.

Droga poprzez mrok w stronę słoneczników. Trochę o rozwoju artystycznym

W ciągu swojego życia Vincent Van Gogh namalował 870 obrazów, a oprócz tego do jego twórczości zalicza się ponad 1000 rysunków, 150 akwarel i 133 szkice listowe. Jego ścieżka artystyczna, podobnie jak ścieżka wielu twórców, była bardzo kręta, a sam styl Van Gogha zmieniał się wraz z upływem czasu. Postimpresjonista poszukiwał własnej drogi i nie bał się eksperymentować. 

Swoją przygodę ze sztuką zaczął już we wczesnej młodości – w wieku szkolnym Vincent tworzył akwarele, jednak z wielu jego dzieł z tamtego okresu przetrwały tylko nieliczne, a co więcej – autorstwo wielu z nich jest wciąż kwestionowane. Gdy dorósł, artysta chciał się zająć sztuką na poważnie. W tym celu nieustannie kształcił się i ćwiczył, początkowo szło mu jednak bardzo opornie. Szukanie zamówień na obrazy nie wychodziło mu, a rezultaty wychodzące spod jego ręki nie spełniały oczekiwań. Mimo wszystko Holender nie poddawał się, a oprócz kolejnych prób malarstwa, nieustannie dopracowywał także swoją pracownię, montując w niej nowe oświetlenie i żaluzje. 

Na początku swojej artystycznej drogi Van Gogh eksperymentował z różnymi technikami i przyborami artystycznymi. Do jego pierwszych prac zalicza się szczegółowe rysunki postaci wykonane w czarno-białej technice. Dzieła te nie zostały docenione przez ówczesnych krytyków i zebrały wiele negatywnych opinii. Swoje pierwsze obrazy olejne zaczął tworzyć kiedy pracował w Belgii jako misjonarz. Dzieło „Jedzący kartofle” przedstawiało lokalną społeczność i było pierwszą próbą stworzenia arcydzieła. Do namalowania tego obrazu Van Gogh przygotowywał się przez długi czas, wytrwale ćwicząc detale i szczegóły – dla tak niewprawnego artysty, jakim wówczas był Vincent – namalowanie pięciu postaci w realistyczny sposób było nie lada wyzwaniem. Przed stworzeniem tego obrazu malarz wykonał liczne szkice przygotowawcze i studium postaci, by jak najlepiej przygotować się do namalowania dzieła. W tym okresie paleta wykorzystywana przez Van Gogha była ponura i ciemna. Kolory, których używał mężczyzna były ziemiste i nie przypominały późniejszego stylu artysty – znanego dzisiaj żywego i barwnego płótna inspirowanego dziełami impresjonistów.

Na zmianę kierunku w sztuce Van Gogha wpłynęła jego podróż do Paryża, gdzie silne słońce i piękne krajobrazy wprowadziły do jego palety żywe barwy. Impresjonistyczne dzieła, które w tamtym czasie królowały we Francji, zainspirowały holenderskiego malarza i popchnęły go do stworzenia własnego, niepowtarzalnego stylu. Choć sam artysta podziwiał impresjonistów i inspirował się ich obrazami, to jednak jego własne dzieła znacząco wychodziły poza ramy tego nurtu. Vincent Van Gogh swoją sztuką wyprzedzał czasy, w których żył, a nowatorskie obrazy, zawierające elementy pointylizmu i barwne plamy żywych kolorów, szybko zostały odebrane za zbyt agresywne i niezrozumiałe. Obrazy artysty wykroczyły poza impresjonizm i dały początek postimpresjonizmowi. 

Szaleniec czy geniusz?

Życie holenderskiego malarza zakończyło się gwałtownie i tragicznie – mężczyzna popełnił samobójstwo. Nie od dzisiaj wiadomo, że Van Gogh cierpiał na liczne choroby, zarówno te fizyczne jak i umysłowe. Cierpienie psychiczne przytłaczało go, doskwierała mu samotność a niezrozumienie, z jakim spotykał się on i jego sztuka, dodatkowo pogłębiało te odczucia. 

Niektórzy badacze zajmujący się życiem malarza mogą stwierdzić, że szaleństwo płynęło mu w żyłach. Już od wczesnego dzieciństwa Vincent był bardzo zamknięty w sobie i rzadko się odzywał, a problemy psychiczne miało także jego rodzeństwo – Theo, jego ukochany brat, cierpiał na psychozę, natomiast jego siostra Willemina zmagała się z otępieniem wczesnym. Mimo licznych badań, psychologom do tej pory nie udało się jednak zdiagnozować choroby, z którą zmagał się malarz. Niektórzy twierdzą, że do tragicznego końca mogła go doprowadzić schizofrenia, inni wskazują na zaburzenia afektywne dwubiegunowe, a jeszcze inni podejrzewali u Vincenta epilepsję. 

Postimpresjonistyczny artysta oprócz chorób psychicznych zmagał się także z licznymi problemami fizycznymi, które mogły być skutkiem zatrucia ołowiem, będącego składnikiem barwników. Malarze, stale przebywający w oparach farb, są narażeni między innymi na utratę słuchu, nagły spadek wagi, wymioty i problemy z wypróżnianiem – każdy z tych objawów występował u Vincenta. Oprócz tego toksyczne opary mogły się także przyczynić do wystąpienia stanów psychotycznych, które mogły pogorszyć już i tak zły stan umysłu artysty.

Powszechnie uważa się van Gogha za geniusza tworzącego pod wpływem choroby psychicznej. Jego szaleństwo miało być siłą napędową dla wychodzących spod jego ręki obrazów. Jest to jednak kwestia sporna i ciężko jest określić, co tak naprawdę przyszło pierwsze – niesamowity talent czy choroba umysłu i duszy. Vincent pod koniec swojego życia próbował uchwycić za pomocą obrazów swoje przerażające stany emocjonalne, jednak już wcześniej był on utalentowanym i wrażliwym twórcą.

Żółte i granatowe plamy 

Vincent Van Gogh znany jest przede wszystkim z używania w swoich obrazach żywych i krzykliwych barw. Szczególnie upodobał sobie kolory żółty i granatowy. Ekspresyjne pociągnięcia pędzlem i gruba warstwa farby to cechy charakterystyczne dzieł Holendra. Według współczesnych badaczy taki dobór barw nie wynikał jednak z estetyki czy też symboliki, ale z choroby, na jaką mógł cierpieć malarz. 

Charakterystyczne odcienie żółci i granatu mogą wskazywać na deuteranopię – czyli po prostu daltonizm. Zaburzenia wzroku mogły wpływać na dobór barw wykorzystywanych w obrazach, bowiem artysta inaczej postrzegał kolory otaczającego go świata. Równie częstą teorią wspominaną w badaniach na temat dzieł autorstwa Van Gogha jest podejrzenie, iż mógł on chorować na jaskrę – co tłumaczyłoby występujący na obrazach „efekt halo”. Wynikałoby z tego, że artysta przedstawiał na swoich obrazach świat tak, jak go widział. Jednak kwestia tego, czy było to skutkiem choroby psychicznej, uszkodzonego wzroku, narkotycznych wizji czy po prostu geniuszu zaklętego w szaleństwie – a może i mieszanki tych wszystkich elementów – pozostanie tajemnicą. 

Fenomen XXI wieku

Nagły wzrost popularności sztuki Van Gogha na przestrzeni kilku ostatnich lat na pewno wzbudza sprzeczne emocje. Kultura współczesna czerpie inspirację z dzieł malarza, a młodzi artyści inspirują się geniuszem pioniera postimpresjonizmu. Zjawisko nagłego rozpowszechnienia dobytku holenderskiego artysty zaskakuje – wzory ze słynnymi obrazami można znaleźć już prawie wszędzie: na ubraniach, na gadżetach, w dekoratorstwie wnętrz. 

Z jednej strony można się obawiać romantyzowania chorób psychicznych Van Gogha, w tym depresji i samobójstwa, a także gloryfikowania szaleństwa. Jednak istnieje także druga strona medalu – to właśnie ta moda na sztukę artysty przyczynia się do coraz częstszego poruszania tematu zdrowia psychicznego. Za sprawą takich filmów jak „Twój Vincent” oraz coraz nowszym badaniom na temat tego artysty, szersza publiczność przestaje widzieć w nim niedostępnego geniusza i niebezpiecznego szaleńca, a zaczyna widzieć przede wszystkim człowieka.

Co więcej – rozmowa na temat depresji i samobójstwa jest współcześnie bardzo istotna, a zwiększanie świadomości na temat zdrowia psychicznego to jeden z ważniejszych problemów XXI wieku. Jeśli więc taka edukacja dzieje się przy pomocy sztuki – to nic złego, a sam Vincent Van Gogh czułby się doceniony, gdyby nagle przeniósł się do dzisiejszych czasów i zobaczył jaki wpływ miała jego twórczość na życie współczesnych ludzi.